| Meksyk: Pierwszy roczek ministrantów z Tenango del Aire |
|
|
|
| Aktualności Misyjne - Meksyk |
| czwartek, 03 grudnia 2009 20:18 |
|
Tak, tak, minął nam pierwszy rok jako formalnej grupy ministrantów „los monaguillos”. Wszystko zaczęło się po moim przyjeździe do Meksyku, aby posługiwać w naszej parafii św. Jana Chrzciciela i sanktuarium Miłosierdzia Bożego. Moją pierwszą inicjatywą było właśnie utworzenie grupy ministrantów, co z Bożą pomocą się udało. Wcześniej takowej grupy nie posiadaliśmy. No i ruszyło to Boże dzieło 15 listopada 2008 roku. Pierwsza grupka kandydatów liczyła osiem osób. Dziś, po roku, liczy cała grupa 27 ministrantów. Jest to grupa mieszana, stanowi ją 11 chłopców i 16 dziewczynek w wieku od 8 do 16 lat. Naszą pierwszą w historii uroczystość rocznicową rozpoczęliśmy o godz. 9.30 Mszą św., której przewodniczył ks. Bartek. Podczas tej Mszy św. – jest to parafialna Msza dziecięca – po raz pierwszy wprowadziliśmy wraz z ministrantami śpiewy przy akompaniamencie gitary. To taki zaczyn pod budowę scholi muzycznej. Również podczas Eucharystii miały miejsce dwa ważne wydarzenia. Pierwszym było wprowadzenie do grupy pięciu nowych kandydatów, którzy otrzymali stroje ministranckie, a drugim wydarzeniem było poświęcenie nowego sztandaru naszej grupy z wizerunkiem jej patrona – św. Wincentego Pallottiego. Sztandar wykonał rodzic ministranta Samuela. W przygotowaniu jest jeszcze jeden sztandar z wizerunkiem Jezusa Miłosiernego. Po uczcie Eucharystycznej było jeszcze pamiątkowe zdjęcie, a następnie coś dla ciała. W ogrodzie za domem przygotowaliśmy dwa duże namioty, w cieniu których posililiśmy się tradycyjnym meksykańskim śniadaniem, wraz z rodzinami ministrantów i ich bliskimi. Było nas ok. 70-80 osób. Dzieci, jak to dzieci, posiliwszy się nieco, zaczęły bawić się w ogrodzie, i odbył się również tradycyjny mecz piłkarski pomiędzy ministrantkami i ministrantami. Tym razem wygrali chłopcy. Zagrał również ks. Bartek, ale nie wiem, po czyjej był stronie. Nigdy bym nie przypuszczał, że Bóg tak mi pobłogosławi w pracy z ministrantami, a dokładnie w tworzeniu od podstaw tej grupy i budowaniu relacji koleżeńskich pomiędzy dziećmi, jak i rodzicami. Z mojego skromnego doświadczenia z Polski, nie miałem pojęcia, że tworzenie grupy ministrantów od podstaw może być tak trudne i wymagające. W naszej polskiej rzeczywistości parafie bez ministrantów to chyba margines. Tu w Meksyku jest trochę odwrotnie. W budowaniu tejże grupy czuje się jak pionier. Każdy detal, element służby ministranckiej i chociażby pewien poziom kultury osobistej ministranta wymaga wyjaśnienia i nauczenia. Jako młody ministrant w Polsce uczyłem się od starszych kolegów i podpatrywałem ich w czasie Mszy św. i nabożeństw. Tu dzieciaki nie mają starszych kolegów i koleżanek, od których mogliby się wiele nauczyć. Sam dla nich muszę być takim starszym ministrantem. A cierpliwości nie zawsze mi starcza. No cóż, ideałem nie jestem i sam się uczę wiele od moich młodszych przyjaciół. Nie przypadkowo użyłem słowa „przyjaciół”. Dzieciaki z grupy wiedzą, że tak ich nazywam, ponieważ to, czego od siebie chcę ich nauczyć, to przekonanie, że najlepsza relacja jest wtedy, kiedy jest obopólny szacunek dla siebie, a w przyjaźni szacunek to podstawa. Moja relacja do nich i ich do mojej osoby jest czymś więcej niż wychowawca a uczeń. Moja filozofia polega na tym, że do grupy się przynależy i poddaje się formacji, bo się chce, a przynależność do grupy to styl i sposób na życie. Chcę w tych moich młodszych „amigos” wzbudzić entuzjazm i swego rodzaju zafascynowanie tym, co robią dla Kościoła, a także staram się im ukazać, że pomimo swego młodego wieku, i oni odczytują swe dziecięce i młodzieńcze powołanie. Tak ja to robię, nie zawsze tak doskonale, jak to opisuję, ale robię. Poco a poco – pomału, ale do celu. Życzę ministrantom z Tenango wielu łask i by trwali w dobrym i służbie dla Chrystusa, i czerpali z tego wiele pożytku dla ducha i zbudowania swego człowieczeństwa na wartościach chrześcijańskich. No i jeszcze jednego im życzę, aby żyli z pasją i tę pasję odkrywali w Chrystusie, któremu tak z bliska służą. Br. Miguel Szczygioł SAC
|





